No to już wszystko wiesz, a teraz czekamy na wyniki
Witam wszystkich,
Jak już Marcin wspomniał znamy się z Googla (czy też z Goolgi), gdzie przyjechałam robić ostatnie badanie do mojego doktoratu o wspomaganiu komunikacji mediowanej komputerem. A skoro komunikacja mediowalna, to chciałam do Gmaila. I stało się, jak mówi chińskie przysłowie: ‘Kiedy bogowie chcą cię ukarać, to spełniają twoje marzenia’. Z końcem wakacji zaczęłam pakowanie kołder i spodni i ruszyłam do Zurychu.
Ale moja przygoda z użytecznością tak naprawdę zaczęła się dziewięć lat wcześniej. Jako świeżo upieczona magister filologii klasycznej przyjechałam do Holandii. Tam usłyszałam o dwuletnim programie podyplomowym User - System Interaction. O programie pisać nie będę, bo ostatnio ukazał się o nim artykul Dominiki na hci.pjwstk.edu.pl I, co tu dużo mówić, postanowilam się tam dostać. A były to czasy, kiedy użyteczność była albo rzeczą, o której nikt nie słyszał albo luksusem, na który stać było tylko nielicznych, jak na przykład Philipsa, gdzie spędziłam prawie rok projektując architekturę dpozwalającą na powtórne wykorzystanie softwaru używanego do implementacji interfejsów użytkownika.
Moją pierwszą pracą po studiach była praca w małej firmie konsultingowej w Brukseli, a pierwszym samodzielnym projektem zaproponowanie rozwiązań dla systemów AgfaHealthCare zapewniających utrzymanie jakości ich sprzętu medycznego. Praca w konsultingu była calkiem niezła, ale ja chciałam projektować coś nowego a nie łatać dziury w starym. Tak, że po niedługim czasie wrócilam do Holandii i zaczęłam pracować w dziale badawczym firmy Oce. Tam spędzilam dwa lata pracując nad rozwiązaniami technologicznymi wspomagającymi dzielenie się dokumentami i wiedzą w firmach, co w rezultacie doprowadziło do decyzji podjęcia pracy pracownika naukowego na politechnice w Eindhoven, rozpoczęcia przewodu doktorskiego, wyjazdu do Googla i poznania Marcina. Tak szczerze mówiąc to chyba nigdy wcześniej nie pracowalam w firmie zatrudniajacej tylu Polakow. A także w firmie mającej tak świetne espresso :)
Sama praca badawcza w Googlu bardzo różniła się od tego, co było mi znane wcześniej. W innych firmach pracownicy naukowi tworzą grupy badawcze wszelakiej maści, które zajmują się problemami albo określonymi przez firmę, albo wyznaczonymi przez te grupy. W zuryskim Googlu badaczy użytecznosci było sztuk jeden. Google założyl też, że badania naukowe nie powinny odbywać się w sterylnym labie znajdującym się na szarym końcu budynku, ale w ścisłym połączeniu z projektem. Tak że, kiedy tylko dotarłam do pracy, od razu znalazłam się w samym środku teamu Gmaila w samym środku akcji. I muszę przyznać, że było to bardzo inspirujące. Każdy pomysł, każda propozycja rozwiązania interfejsowego od razu można było przedyskutować z ludźmi, którzy najlepiej na świecie wiedzieli, jak takie rzeczy powinno się implementowac. Ale, jak kij ma dwa końce, a medal dwie strony, tak i Googlowe rozwiązanie, choć nowe i inne okazało się mieć jedno małe niedociągnięcie. Każdy badacz jak powietrza potrzebuje innego badacza, który mu zajrzy przez ramię i powie: ‘Ej, ale ta metoda jest beznadziejna dla twojego przypadku…’ Albo: ‘Sluchaj, a może dałoby się to zrobić inaczej…’ A w Googlu, jako że pracownik naukowy jest dopisany do projektu, trudno mu znaleźć innego badacza, który miałby wystarczająco wiedzy i doświadczenia w danym temacie, żeby wrzucić takie zdanko i coś doradzić.
Mój staż w Googlu bardzo przypominał mi mój pierwszy projekt konsultancki w Agfie. Po wstępnym spotkaniu z klientem (które, notabene, trwało 6 godzin i podczas którego musiałam zrozumieć wszystkie możliwe zależnosci pomiędzy produktami firmy) mój szef powiedział: ‘No, to już wszystko wiesz, więc bierz się do roboty. Liczę na ciebie.’. Pamiętam też moje lekie przerażenie z powodu odpowiedzialności, która tak nagle i niespodziewanie wylądowała na moich barkach. Uczucie to wróciło w pelnej swej intensywności, kiedy zostałam przedstawiona teamowi Gmaila i usłyszałam: ‘No, to juz wszystko wiesz, a teraz czekamy na twoje wyniki’. I tak właśnie spełniło się moje marzenie projektowania dla Gmaila.