Wróć na stronę główną

Mania mailowania

mailmania.jpg

Kiedy wczoraj wieczorem wreszcie oderwałam się od dłubania w doktoracie, Łukasz, mój mąż, właśnie  zaczynał oglądać „Top Gear”. Choć całkiem lubię szalone pomysły Jeremiego Clarksona, to jednak „Top Gear” nie przykłuwa bez reszty mojej uwagi. Tak, że nieaktywne zwoje mózgowe miały szansę zając się czymś innym, na przykład, sprawdzeniem mojego maila: najpierw uniwersyteckiego, potem Gmaila, a potem jeszcze Yahoo. W skrzynce uniwersyteckiej działo się niewiele, bo to wakacje a w wakacje ci, którzy mogliby potencjalnie do mnie pisać są na wakacjach. W Gmailu i Yahoo było kilka wiadomości od znajomych, w stosunku do których (i wiadomości i znajomych) odczuwam pewne wyrzuty sumienia z racji kilkudniowego opóźnienia w komunikacji. Tak, że wykorzystałam czas antenowy „Top Gear”, żeby nieco nadrobić zaległości korespondencyjne. Kiedy już skończyłam, przerzuciłam się na Facebooka i Twittera. Wrzuciłam kilka komentarzy, opisałam własny status, zrobiłam quiz identyfikujący mnie z topowymi naukowcami w dziedzinie Interakcja Człowiek-Komputer i wreszcie natknęłam się na linka do artykułu z „New York Times-a” o internetowej manii.  Dla tych, którzy chcieliby artykuł przeczytać , można go znaleźć tu: http://www.nytimes.com/2009/08/10/technology/10morning.html?_r=1.

W kilku słowach artykuł zwrócił uwagę na to, że przeciętna amerykańska rodzinka, zanim siądzie do śniadania, dopada telefonu lub komputera, żeby sprawdzić pocztę emailową. I to nie tylko rodzice, ale także i dzieci. Kiedy rodzice patrzą, co też przez noc wydarzyło się w pracy, dzieciaki sprawdzają, jak wieczór minął ich znajomym. Cała rodzinka symultanicznie przeskakuje z maila, na Facebooka i Twittera, przynajmniej w Stanach. W Polsce pewnie zagląda się na Naszą Klasę a w Holandii na Hives.  Firmy internetowe gołym okiem zauważają wzrost ruchu na łączach w godzinach porannych. Amazon i Verizon opublikowały informację o 50%-ym wzroście ruchu na ich witrynach w godzinach porannych (amerykańskich godzinach porannych:) w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Ale czy to tak naprawdę jest tylko poranna mania mailowania i internetowania? I dlaczego nagle wszyscy pasjami zaglądają na serwisy komunikacyjne? Nie wiem, dlaczego wszyscy, ale chyba domyślam się dlaczego robię to ja…

Powód pierwszy:

W epoce globalizacji i szansy na ogólno-światowe przyjaźnie oraz biznesy zanika wymierność słów „dzień” i „noc”. Kiedy ja kładę się spać, moi znajomi w Stanach budzą się i rozczynają  swą komunikacyjną działalność. Tak, że z przyjściem kolejnego poranka mogę bez pudła spodziewać się odpowiedzi na wczorajsze pytania a także informacji o rozwoju sytuacji w moich projektach, na którą zapewne będę musiała zareagować, i która w konsekwencji  może wpłynąć na to, jak ułoży się mój pracowy dzień. Nie mówiąc już o tym, że mój profesor ewidentnie cierpi na bezsenność, bo nagminnie przesyła mi wiadomości zaczynając od godziny 5 rano, w których domaga się zmian, poprawek, nowych wersji rozdziałów mojej pracy itp.

 

Powód drugi:

Portale jakie jak Facebook czy Twitter stały się, ipso facto, moim personalizowanym serwisem informacyjnym.  Mówi się: przedstaw mi swoich znajomych a powiem ci, kim jesteś. Ja bym posunęła się o krok dalej i zasugerowała: pokaż mi kim są twoi znajomi na Facebooku i Twitterze, a powiem ci co wiesz o tym, co dzieje się na świecie.  Dzięki Twitterowi wiem, co się dzieje na uczelni, nawet jeśli przez tydzień siedzę w domu pisząc doktorat. Dzięki Facebookowi wybiórczo wiem, co się dzieje na świecie. To właśnie z Facebooka dowiedziałam się, że Schumacher jednak nie pojedzie w kolejnych wyścigach F1, a także, że Diana Kral przyjeżdża na tournee do Europy. Nie są to może wiadomości wagi ogólnoludzkiej, ale z pewnością interesujące dla mnie.  No i oczywiście w sposób niezobowiązujący mogę śledzić, co dzieje się w życiu różnych moich znajomych.  Dzieki temu wiem, że kolega zmienił pracę, a koleżance urodziło się dziecko. I dzięki temu, przy kolejnym spotkaniu nasza rozmowa nie będzie wymagała tzw. fazy pierwszej, gdzie każde z nas musi przemyśleć i opowiedzieć, co też nowego słychać w naszym życiu, tylko od razu będziemy mogli przenieśćsię do etapu przedyskutowania nowych wyzwań zawodowych czy rodzinnych.

 

Powód trzeci:

Mailowanie jest doskonałą wymówką, żeby nie pracować (blogowanie też, tak swoją drogą:). Jako najbardziej inteligentny gatunek ssaków, mamy wprost nieskończone umiejętności samookłamywania. W związku z tym, przynajmniej mnie łatwo jest się przekonać, że odpisywanie na maile jest pracą. I pewnie w wielu przypadkach tak jest. Ale w równie wielu, tak nie jest. Mail, na przykład, pozwala na przepychanie kawałka pracy, którego nie bardzo chce się robić, z rąk do rąk. Mail jest doskonałą wymówką na opóźnianie pracy, bo przecież bez tej czy innej informacji nie można posunąć się ani kroku dalej z projektem.  Korespondencja ze znajomymi (zawodowymi i prywatnymi) daje mi poczucie, że jestem osobą socjalną, że dbam o swoje kontakty. Mailowanie wygląda na prace w skupieniu, więc może uda mi się uniknąć  przerywań od kolegów i studentów, którzy kręcą się w pobliżu w poszukiwaniu porady i pomocy.

 

Powód czwarty:

Mailowanie jest nowym sposobem na relaks i nudę. Badania naukowe pokazały, że, tak uczciwie, da się wydajnie umysłowo pracować około czterech godzin dziennie. Reszta to odbębnianie zadań rutynowych oraz robienie rzeczy, które pozwalają umysłowi się zrelaksować i odstresować.  Mailowanie, blogowanie, twitowanie, facebookowanie to nasza nowa forma na przerwy w pracy. Może nienajzdrowsza dla oczu i rąk, ale na pewno bardzo satysfakcjonująca.

 

Problem zaczyna się, kiedy mania mailowania staje się nałogiem. Kiedy fakt niesprawdzenia maila zaczyna spędzać sen z powiek, kawę pija się tylko w Starbucksie, bo tam mają darmowy Internet, i prosi się wszystkoch znajomych, żeby podłączyli mój telefon do ich domowej sieci. Wiem, o czym mówię;) Moja metoda na walkę z nałogiem, to ograniczenie ilości razów, kiedy pozwalam sobie na zaglądanie do moich wielu skrzynek.  Staram się zrobić z mailowania albo rutynę (zaglądam tam trzy razy dziennie), albo pewną formę nagrody (czas spędzony na sieciowej działalności socjalnej jest odpowiedni do ilości pracy, którą wykonałam). Czasami to działa, czasami cierpię na nawrót nałogu. I jako typowy przedstawiciel inteligentnych ssaków jestem w stanie bez problem przekonać samą sibie, że to nie nałóg tylko nowy styl życia.

Wpis “Mania mailowania” ma jeden komentarz

  1. jak napisać pracę magisterską > Mania mailowania pisze:

    […] (more…) […]

Dodaj komentarz