Wróć na stronę główną

Jak pisać


jakpisac.jpg

Właśnie dojechałam do pisania drugiej połowy doktoratu  i naszła mnie refleksja na temat tego, w czym takie dzieła-giganty się pisze. Nie wiem, jak w Polsce ale w Holandii przeciętny doktorat sięga 200-u stron (no nie samego tekstu, appendixy i tego typu rzeczy też się wliczają). U mnie na wydziale trendy są trzy:

WORD

Wielu z moich kolegów pisze doktoraty w Wordzie, co według mnie, jest wyborem koszmarnym. Niektórzy zakładają oddzielny plik dla każdego rozdziału a potem je w bólach łączą. Ci, którzy decydują się na pisanie w jednym pliku mają z reguły do miesiąca opóźnienia z powodu czasu zużytego na samo jego otwieranie. Wprowadzanie wewnętrznych referencji to w ogóle jakiś dramat. Moja koleżanka zobaczyła już w wydrukowanej książce, że jeden podpis pod rysunkiem nie zadziałał i zamiast numeru rysunku pojawiła się wiadomość: „à Error – reference not found”.  Nie chcę już nawet wspominać nad długimi godzinami spędzonymi nad przestawianiem rysunków, które jednego dnia są tam, gdzie powinny a kolejnego migrują w przypadkowo wybrane miejsce w odległości do 20-u stron od miejsca przeznaczenia. A już chyba największym koszmarem jest przygotowanie ksiązki do druku. W Holandii doktoraty mają wymiar B5. Każda rozsądna aplikacja pozwala na przeformatowanie tekstu zgodnie z rozmiarem strony, na której tej tekst bedzie drukowany. W Wordzie jest to też możliwe, ale tylko wtedy, jak się samemu drukuje. Bo, żeby zapisać tekst na stronie innej niż A4 to juz zaczynają się schody. I koniec końców wszystkie doktoraty pisane w Wordzie na siłę zcieśniane są do rozmiaru B5 i sprawiają wrażenie, jakby autor pisał w najwęższej mozliwej czcionce o wysokości 8-u pikseli. No i jeszcze warto by chyba wspomniec poziom zaufania, który mam do tego programu. Mój Word potrafi jednego dnia działać jak złoto, a kolejnego się zmęczyć i pójść na urlop. I rób, człowieku, co chcesz.

Ale Word ma też zalety, które sprawiają, że wiele osób postanawia się przemęczyć. Chyba najważniejszą jest to, że każdy Worda zna, a lepsze zło znane niż nieznane . Kolejną jest możliwość cyfrowego wprowadzania poprawek. Taki doktorant na wykończeniu często już nie jest w stanie po raz kolejny czytać własnej twórczości. O ile łatwiej jest po prostu zaakceptować wszystkie zmiany zasugerowane przez promotora. Komisja recenzencka w końcu musi to wszystko przeczytać od deski do deski, więc jak jakieś zdanie wyjdzie trochę koślawo to na pewno skomentują i poprawi się przed wydrukowaniem.  Jeszcze jedną zaletą dla wielu osób jest to, że w miarę pisania od razu mogą zaobaczyć, jak bedzie wyglądał efekt końcowy (oczywiście o ile wszystkie elementy jakimś cudem zostaną na swoim miejscu). Okazuje się,że dla wielu osób właśnie ten argument jest najbardziej przekonywującym przy wyborze edytora. I jeszcze jedna rzecz – jak ktoś się uprze, to ma możliwość zabawy w graficzne uprzyjemnianie książki. Da się dołożyć grafikę w tle, dowolnie zmienić czcionkę i bawić się rozmiarami tekstu.

InDesign

Kolejną opcją dość powszechnie stosowaną na moim wydziale, szczególnie wśród prawdziwych designerów jest InDesign. I kiedy dostaję kolejny doktorat przygotowany w tej właśnie aplikacji to aż przyjemnie mi się go przegląda. InDesign pozwala na zaprojektowanie książki w sposób jak najbardziej estetycznie pociągający. W wielu ksiązkach każda sekcja, każdy rozdział i każdy podrozdział potrafią się odrózniać. Jeśli tylko ktoś ma dobry smak, to z reguły efekt końcowy ma szanse być imponujący.

Ale In Design ma też wady. W końcu, nie jest to program do edytowania tekstu. Czyli, albo doktorat musi być napisany w innym programie (czytaj: Wordzie) i potem strona po stronie przeniesiony do InDesign, albo jeśli jest pisany w InDesign, to zwiększa się gwałtownie szansa na przeoczenie wielu błędów ortograficznych i gramatycznych.

LATEX

Opcją ostatnią jest Latex ( i jest to właśnie opcja, na którą i ja się zdecydowałam). Latex ma tą ogromną zaletę, że nawet jeśli po prostu napisze się tekst, przeformatuje do właściwego rozmiaru i odda do druku, to efekt końcowy będzie conajmniej przyzwoity. Jako, że Latex został stworzony do pisania i edytowania skomplikowanych (prostych też oczywiście) dzieł, w swoich wnętrznościach ma zapisanych naprawdę nieprawdopodobną ilość zasad profesjonalnego składania tekstu. Dostępnych jest też wiele wzorów, tak, że ktoś kto nie umie lub nie chce się bawić w przekładanie stron i zmiany numeracji zależne od tego, w której części tekstu się jest, ma szanse dostać to wszystko niejako za darmo.

Ale i Latex ma kilka wad. Chyba najwiekszą jest jego przyswojenie. W Wordzie każdy może zacząć pisać niejako z biegu, bez najmniejszego nawet pojęcia o zadadach edytowania. W Latexu nie ma takiej możliwości. Do dziś pamiętam, jak uczyłam się go do późnych godzin nocnych, żeby móc przeedytować artykuł na konferencję, który musiałam wysłać następnego dnia, a Word postanowił odmówić współpracy.  Kolejnym problemem, przynajmniej dla mnie, czyli nie-programisty, jest przetrawienie wielu zasad formatowania w Latexu. Niby jak już dojdę, jak coś zrobić, to wygląda to całkiem prosto i logicznie, ale te godziny spędzone na szukaniu właściwych linijek kodu i próbach, czy to, co odkryłam, wreszcie zadziała, to duuużo czasu. Czasu, którego przy końcówce doktoratu często się nie ma. No i swoboda projektowania, tak niesamowita w InDesign, jest po prostu poza zasięgiem. Sporo elementów graficznych da się, zmienić, ale już wprowadzenie tła do niektórych stron tekstu (np. tytułowych stron rozdziałów) wychodzi  przynajmniej poza moje umiejętności.  Wreszcie jest jeszcze problem edytowania przez osoby trzecie. Nie ma takiej możliwości, żeby zabieganego promotora przekonać, żeby spędził kilka godzin na nauce nowego edytora. Tak, że, albo trzeba cały tekst przekonwertować do Worda, albo drukować i dostawać odręcznie napisane i często niemożliwe do odcyforwania uwagi na marginesach. A takich uwag nie na się po prostu zaakceptować  tak, jak jest to możliwe w Wordzie.

Ale i jak jestem bardzo zadowolona z wyboru Latexa. I może to, że nie mam zbyt wielu możliwości graficznego edytowania doktoratu zmusza mnie do skupienia się nad tekstem, a nie nad formą i wyglądem.

Wpis “Jak pisać” skomentowano 8 razy

  1. coyot pisze:

    Odnośnie Latexa - istnieja edytory, ktore pracuja rowniez w trybie WYSWYG - podejrzewam, że byłoby to bardzo pomocne. Poza tym edytory w stylu LEd, czy teź TeXmaker pomagaja niesamowicie w edycji tekstu (szczegolnie na poczatku kontaktu z LaTeXem).

    Jest jeszcze jedna kwestia, ktora przemawia ZA LaTeXem - jest to wspolpraca wielu osob nad jednym dokumentem (z kolegami pisalem prace inzynierska wlasnie w LaTeXu - jedyne rozsadne wyjscie) - jest to jedyny sensowny wybor, jesli myslimy o wykorzystaniu dodatkowo systemu kontroli wersji (svn). Nawet nie chce myslec, jakby to wygladalo, gdybysmy musieli korzystac w Worda (np. w 4 osoby) i jednoczesnie edytowac to. Dzieki temu, ze LaTeXowe zrodla == pliki tekstowe, to w polaczeniu z svnem - cos wspanialego…;-)

  2. Aga pisze:

    Ja sama uzywam LED-a - jest naprawde niezly choc czasami mam z nim troche klopotow, na przyklad ze spell-checkerem, ktory czasami dziala a czasami nie. Tak naprawde, to moim problemem nie jest o tyle edytor o ile to, ze zdecydowalam sie na uzycie Memoira do zdefiniowania stylu dokumentu. Memoir jest niesamowity, ale wymaga naprawde duzo czasu, zeby zrozumiec tuturial na tyle, zeby cos przeprogramowac.

    A co do edytowania w kilka osob w Wordzie - niestety u mnie na uczelni tak wlasnie pisze sie artukuly naukowe. I jest to dramat, bo po dwoch edycjach nikt juz nie pamieta, co wyedytowal. Latex jest w tej kwestii naprawde niesamowity. Ale trzeba sie go nauczyc…a to juz przerasta wiele osob, szczegolnie tych, ktorym juz brak czasu na zrobienie podstawowej roboty.

  3. Lukasz pisze:

    Zdecydowanie zgadzam się z Coyotem—ja pisałem specyfikację techniczną w cztery osoby na trzech kontynentach. Też nie wyobrażam sobie lepszej kombinacji niż LaTeX + “version control”. W Wordzie jedna osoba musiałaby zajmować się wyłącznie synchronizacją dokumentów.

    Co do braku czasu… to chyba jest problem powracający stale: czy zainwestować czas na początku żeby potem go zaoszczędzić czy zaoszczędzić czas na początku a potem się męczyć. Wydaje mi się, że w przypadku LaTeX-a dla dokumentów powyżej, powiedzmy, 30 stron z wewnętrznymi odnośnikami i ilustracjami warto zwłaszcza jeśli dokument ma iść “do ludzi”.

  4. coyot pisze:

    Rzeczwiscie, ale mysle, ze nauka Latexa na jednym artykule zaprocentuje w przyszlosci. Poza tym istnieja szeregi gotowych szablonow. W kazdym razie - jak dla mnie to narzedzie jest niezastapione.;-)

  5. Jarek pisze:

    Edytorem LaTeXa pracującym w trybie podobnym do WYSIWYG jest LyX. Przechowuje on wynik swojej pracy w pliku txt w formacie podobnym do LaTeXa więc można wrzucić go do SVN. Jeśli dobrze pamiętam to LyX sam ma obsługe SVN.

    Word sprawdza się całkiem dobrze na poziomie pracy licencjackiej i magisterskiej (innych nie póki co nie pisałem :) czyli mniej niż 80 stron. Pisało mi się w miarę wygodnie pod warunkiem, że wiedziało się jak pisać (style, zamiast ręcznego formatowania), ale już numery rysunkow wolałem wpisac sam. Zaletą była możliwość wymyślenia własnej oprawy graficznej pracy, czyli formatowania nagłówków, stopek, kodu programu.
    Efekt na monitorze komputera (plik pdf) wyglądał czytelniej niż odpowiednia próbka zrobiona w LaTeXu, więc nie wiem czym tak LaTeXowcy się chwalą jeśli chodzi o wygląd.

  6. Maciek pisze:

    Ja mam za to inne doświadczenia niż większość osób tutaj. Worda używałem nie tylko do napisania pracy licencjackiej, magisterskiej, ale również do pracy nad dokumentami firmowymi (wiele osób edytujących ten sam dokument). I muszę stwierdzić, że problemów nie stwierdziłem. Oczywiście pisanie pracy “z biegu” tylko dlatego że mamy worda (który “sam wszystko zrobi”) to jest błąd podstawowy - tutaj tez należy trochę poznać to narzędzie, zdefiniować style, następniki i inne tego typu sprawy, a potem okazuje się, że wszystko działa zaskakująco sprawnie.
    Jak dla mnie narzekanie na Worda, to trochę tak jak narzekanie na intellisense, czy inne technologie, które w zamyśle pozwalają szybciej programować. Można bez tego, oczywiście ma się wtedy większą kontrolę nad pisaniem (bo część automatycznie generowanego kodu nie jest generowana dokładnie tak jak chcemy pod względem estetyki, wcięć etc.) ale… czy to jest warte rozważenia? Część osób odpowie że tak, część że nie. Moim zdaniem zaletą Worda jest właśnie to, że czas nauki nie jest tak długi, a krzywa uczenia nie tak stroma jak w przypadku Latexa. I nawet jeśli ktoś nie douczył się gdzieś-kiedyś o stylach i innych sprawach, to nadal jest w stanie nanosić poprawki / komentarze do dokumentów (przykład promotora sprawdzającego pracę). I to chyba jest niezaprzeczalna zaleta tego rozwiązania. Ja osobiście nie chciałbym się cofać i wracać do czasów bez WYSIWG. Ewentualnie może Latexa należy nie tyle uprościć, co zrobić jakiś front-end bardziej zjadliwy dla większej ilości osób (miałem napisać “przeciętnego śmiertelnika” ale “przeciętny śmiertelnik” zdaje się nie miewać dylematów tego rodzaju).

    Pozdrowienia,

  7. Lukasz pisze:

    Muszę się i zgodzić i nie zgodzić z Maćkiem. Zgoda, jeśli używa się Worda “poprawnie”, czyli definiuje style, następniki, nie oddziela paragrafów “enterem” itp to da radę pracować z Wordem. Tylko kto to robi? Kto widzi różnicę pomiędzy zaznaczeniem paragrafu włącznie z (niewidocznym najczęściej) znakiem jego końca a bez? Wydaje mi się, że Word jest po prostu zbyt bałaganiarski “pod maską” i przy dłuższym dokumencie lub dokumencie długo żyjącym to po prostu wyłazi… a wtedy bałagan jest niesamowity.

    Z praktyki widzę, że jeśli nad dużym dokumentem pracuje jednocześnie więcej niż, powiedzmy czworo ludzi, to jedna osoba wcześniej czy później będzie odpowiedzialna wyłącznie za utrzymanie dokumentu.

    Dla mnie ostatecznym gwoździem do trumny jest prosty fakt, że nie ufam temu programowi. Za dużo razy widziałem znikające ilustracje i wydruk zależny od komputera na którym się dokument otworzyło… a nauczenie się podstaw LaTeX-a naprawdę nie jest trudne. Zdecydowanie trudniejsze jest przekonanie użytkownika, że LaTeX naprawdę złoży tekst lepiej (=bardziej czytelnie) niż przecięty użytkownik Worda więc zaawansowane sprawy w LaTeX-u można zostawić na później :-)

  8. X/Apis pisze:

    A ja używam Plus Office, czyli rozbudowaną wersję Open Office.
    Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł i można zapisywać w formacie worda.
    Jest nawet multimedialny kurs obsługi, gdyby wydał się skomplikowany, choć prawie niczym w interfejsie nie różni się od worda.

Dodaj komentarz