Wróć na stronę główną

Archiwum kategorii 'Aga'

Goldenline versus LinkedIn

22 styczeń 2010, piątek

W związku z naszymi planami powrotu do Polski znajomi zaczęli namawiać mnie na założenie konta na Goldenline.pl. Jako ogromna fanka LinkedIn psychicznie przygotowywałam się na nieco bardziej rozczarowujący User Experience i zostałam przez Goldenline bardzo pozytywnie zaskoczona.

PROFIL

profile1.jpg

Proponowany sposób wprowadzania danych na Goldenline jest bardzo przejrzysty i nie “przymusza” użytkownika do wypełnienia wszystkiego naraz (co często zajmuje dużo czasu). Jedyna usterka jest moich oczach następująca: w pierwszej części kwestionariusza rejestracyjnego nie wypełniłam pola dotyczącego województwa (jako, że jeszcze mieszkam w Holandii zakładałam, że prowincja Noord Brabant nie będzie znajdować się na liście województw). Jako, że było to pole obowiązkowe system nie pozwolił mi na rejestrację i wyrzucił informację zwrotną o braku danych, ale (1) nie wskazał dokładnie, o czym zapomniałam; (2) nie spróbował mnie poinformować, że dla osób mieszkających za granicą jest oddzielna kategoria: “inne” oraz (3) automatycznie wykasował wpisane przeze mnie hasło i nie dał mi znać, że oprócz brakującego pola muszę raz jeszcze je wpisać.

Żeby te kwestie rozwiązać, ja bym po prostu dodała więcej informacji wyjaśniającej: przede wszystkim przy liście województw albo dodałabym informację,  że osoby mieszkające za granicą powinny wybrać odpowiedź: “inne”, albo po prostu dodała check-box z hasłem: “mieszkam za granicą”. Dodatkowo, w informacji zwrotnej o niewypełnionych polach zaznaczyłabym, że oprócz wypełnienia brakującego pola (z podaniem jego nazwy) należy też po raz kolejny wpisać hasło i że usunięcie hasła następuje automatycznie ze względu na bezpieczeństwo i zachowanie prywatności.

Za to kiedy już przebrnęłam przez uzupełnianie mojego profilu (gdzie bardzo ucieszyło mnie to, że system automatycznie segregował moje miejsca pracy według dat i nie musiałam się tym przejmować) , stwierdziłam, że Goldenline wygrywa o całą długość pyska z LinkedIn-em tym, że pokazuje mój  profil w bardzo czytelnej i przejrzystej formie. W porównaniu profil na LinkedIn-ie wygląda mocno monotonnie, czyli trudno jest wizualnie rozdzielić poszczególnejego  elementy (jak różne miejsca pracy). Goldenline robi też lepsze i treściowo, i wizualnie podsumowanie aktualnego stanowiska pracy i nie obciąża początku profilu stosunkowo mało interesującym podsumowaniem CV. Co Goldenline mógłby zrobić, to poprawić to wizualizację czasu pracy na danym stanowisku: na razie podaje okres od 05.2005 do o5.2006 (miesiąc, rok). Bardziej czytelnie robi to LinkedIn zliczając okres pomiędzy tymi dwiema datami i zaznaczając dodatkowo, że ktoś na danym stanowisku pracował 1 rok.

Tak, że za tworzenie i wizualizację profilu osobowego: Goldenline 1 - 0 LinkedIn.

KONTAKTY

zaproszenia1.jpg

W następnym kroku zabrałam się za wyszukiwanie znajomych na portalu. Goldenline zaproponował mi podanie hasła do mojego konta na gmailu, ale nie przekonał mnie, że jest to wystarczająco bezpieczne i że przypadkiem gdzieś nie zapisze sobie tego hasła. W moim pierwszym zetknięciu z możliwościami odszukania znajomych zabrakło mi też jasnego wskazania innych opcji wyszukiwania, czyli  wpisania adresu emailowego z ręki, a co najważniejsze, wyszukiwania po nazwiskach.Znalazłam niby link wskazujący na więcej opcji wyszukiwania, ale wydał mi sie on niewystarczająco widoczny, w porównaniu z propozycją podania mojego hasła do skrzynki mailowej. W zakładce “Zaproś” opcja wpisania adresu emailowego nowego kontaktu z ręki jest już uwidoczniona, ale nadal brakuje mi wyszczególnienia opcji trzeciej i pewnie najbardziej popularnej, czyli używania portalowej wyszukiwarki.

Zabrakło mi też automatycznie generowanej wiadomości  w emailu zapraszającym do kontaktu. LinkedIn wstawia wiadomość: “I’d like to add you to my professional network on LinkedIn.”. Jest to bardzo grzeczna, profesjonalna wiadomość, która zaoszczędza mi czasu na formułowanie własnej. Goldenline natomiast otwiera przede mną pustego emaila, na widok którego czuję się w obowiązku coś wpisać. Dodatkowo, LinkedIn pokazuje nowe zaproszenia a także czekające wiadomości jako “Action Items”. Jest to bardzo dyskretny przypominacz, że jakieś rzeczy w skrzynce są cały czas jeszcze niezałatwione.

Tak, że za tworzenie sieci kontaktów: Goldenline 0 - 1 LinkedIn.

PRACA

praca2.jpg

Sieci profesjonalne tworzy się po to, żeby zwiekszyć swoje szanse na zatrudnienie. Tak, że kolejnym miejscem, do którego zajrzałam, była wyszukiwarka pracy. Tu trochę trudno było mi porównać oba protale, ponieważ Goldenline ma zasięg dość lokalny, ale i tym razem prostota ich rozwiązania bardziej przypadła mi do gustu, niż propozycja LinkedIn. LinkedIn każe wyszukiwać pracę na  podstawie słów-kluczy i nie podaje ogólnych kategorii dla różnych typów ogłoszeń. Wyszukiwanie na podstawie słów-kluczy jest trudne: weźmy na przykład mój zawód. Moje potencjalne stanowisko pracy może być opisane jako: inżynier użyteczności, specjalista od User Experience, architekt interfejsów użytkownika, projektant interakcji, specjalista od czynników ludzkich, itd. Po wpisaniu każdego z tych stwierdzeń-kluczy mogę liczyć na wiele tych samych i kilka nowych ogłoszeń, co sprawia, że ich przeglądanie jest pracą żmudną i niekoniecznie satysfakcjonującą (bo jak napisać, że chcę zajmować się prowadzeniem projektów zwiazanych z projektowaniem inowacyjnych rozwiązań biznesowych zorientowanych na użytkownika?)

Robert zwrócił moją uwagę, że Goldenline oferuje wyszukiwanie po słowach-kluczach (w pierwszej wersji tego wpisu napisałam, że nie i zupełnie nie wiem, jak mogłam taką dużą wyszukiwarkę przegapić:) , które działa równie słabo w opisanym powyżej przypadku szukania pracy dla specjalisty od UX.  Dodatkowo, Goldenline odpowiednio kategoryzuje otrzymane ogłoszenia i pozwala na pokazywanie tego samego ogłoszenia w więcej niż jednej kategorii. Przeszukiwanie takiej bazy jest łatwiejsze i przyjemniejsze, przynajmniej dla mnie. Zasugerowałabym też tagowanie ogłoszeń przy ich zgłaszaniu i tworzenie chmur z tych tagów, co pokazywałoby jakie zawody są najbardziej poszukiwane).

Tak, że za wspomaganie szukania pracy: Goldenline 1 - 0 LinkedIn.

W ostatniej części powinnam napisać coś o grupach, ale ponieważ niespecjalnie w nich uczestniczę (głównie z powodu do dziś nierozwiązanego problemu retencji postów i komentarzy) , wolałabym się na ten temat nie wypowiadać;)

Jest za to jeszcze jeden dla mnie istotny aspekt odróżniający te dwa portale: prywatność danych na temat moich kontaktów. Na LinkedIn-ie jedynie osoby będące moimi kontaktami mogą zobaczyć, kto jeszcze przynależy do mojej profesjonalnej sieci. Na Goldenline każdy, kto wejdzie na mój profil ma dostęp do tej informacji. Z początku uważałam to za minus dla Goldenline, ale im więcej na ten temat myślę, tym mniej jestem pewna swojej początkowej opinii. Tak, że, przynajmniej na razie, zostawię ten punkt nierozwiązany i poczekam na wzrost własnego doświadczenia z Goldenline.

Czyli w podsumowaniu: Goldenline 2 - 1 LinkedIn.

Aktualności

20 styczeń 2010, środa

 

klm.jpg

Ostatnio coraz częściej zastanawiam się, co znaczy, że informacja na sieci jest aktualna… Bo przecież nie każda strona i nie każdy portal musi się codziennie zmieniać. Ale kiedy nie mogę znaleźć informacji na temat tego, czy dany kawałek informacji jest jeszcze na czasie, czy już dawno powinien zniknąć, od razu czuję, jak rośnie mi poziom adrenaliny.  Zdarza mi się to szczególnie często w sytuacjach, kiedy od informacji znalezionej (na sieci, ale nie tylko) zależą moje kolejne decyzje. Najbardziej odczuwam to w trakcie podróży, gdzie każda nowa  sytuacja potencjalnie staje się przyczynkiem do zmiany planów. I często w takich momentach brakuje mi szczegółowej informacji na temat potencjalnych opcji. Odczułam to szczególnie w trakcie moich ostatnich podróży do Ameryki Południowej. (more…)

Tom, Tom i ja

05 grudzień 2009, sobota


tomtom.jpg

Jakiś czas temu jechaliśmy z Łukaszem, moim mężem, do Dusseldorfu na lotnisko. Łukasz prowadził, ja pilotowałam. Czy też pilotował TomTom – nasz system nawigacyjny, a ja miałam tylko pomagać w tym procesie. Pomoc polegała na tym, że od czasu do czasu miałam znaleźć stacje benzynowe z gazem i przekierować nas przez nie,  raz miałam znaleźć alternatywę dla korka, który napotkaliśmy na drodze i wreszcie miałam wyczyścić trasę, kiedy już prawie byliśmy na lotnisku, bo punkt końcowy był zaznaczony trochę przypadkowo  i trzeba było TomToma zniechęcić, żeby nas tam nie ciągnął.

(more…)

Donkichoteria czyli walka z drukarkami

07 listopad 2009, sobota

 

pdf.jpg

Wreszcie udało mi się wysłać dokrotat do druku, choć  spodziewałam się, że to pisanie pracy jest trudne a nie próba jej przeniesienia  na nośnik analogowy. I choć nie mogę powiedzieć, że pisanie było łatwiejsze niż drukowanie, ale z pewnością kosztowało mnie mniej nerwów. Powód wmożonego poziomu adrenaliny był w zasadzie jeden - konwersja do formatu PDF. Po dwóch latach pracy w firmie produkującej drukarki dałam się przekonać, że jeśli zapiszę dowolnie skonstruowany dokument w formacie PDF to wszystko musi się ładnie wydrukować. A właśnie, że nie… (more…)

Nieużyteczność formularzy

10 wrzesień 2009, czwartek

formularze.jpg

Mój mąż miał dziś imieniny,  na które postanowiłam mu zafundować wyścig samochodowy na torze Formuły 1 w Spa Francorchamps w Belgii. Trochę przez przypadek wypatrzyłam, że niedługo będzie tam dzień otwarty, który polega na tym, że ktokolwiek chce, może się zapisać i się scigać (czy też ścignąć;). Dokładnie o coś takiego mi chodziło,  doczytałam więc warunki umowy i zabrałam się za zamawianie.  Zostałam przerzucona na stronę formularza, gdzie w ramach pól obowiązkowych musiałam podać naróżniejsze dane samochodu, który weźmie udział w wyścigu łącznie z objętością cylindrów. Pytanie okazało się problematyczne, jako, że chciałam dla Łukasza wypożyczyć samochód, który bardziej nadawałby się na udział w wyścigu niż nasze staruteńkie auto, a wypożyczalnia nie była mi w stanie udzielić żadnych technicznych informacji na temat potencjalnie dostępnych wersji różnych czterokołowców. Jako, że pola zapytujące o cylkindry itp. były do wypełnienia obowiązkowe,  a ja zaparta, żeby jednak zamówić Łukaszowi udział w wyścigu, nie pozostało nic innego do zrobienia, jak tylko zadzwonić z zapytaniem, co robić. Okazało się, że pole było jedynie “potencjalnie obowiązkowe” i nie miało to absolutnie żadnego znaczenia, jaką informację tam wpiszę. Chodziło jedynie o to, żeby się upewnić, że samochód biorący udział w wyścigu nie jest samochodem wyścigowym, ani też czymś dziwnym (na przykład trójkołowcem). Z rozmowy wynikł jeden smętny cokolwiek wiosek: że w zasadzie większość pytań w formularzu była zbędna. Należałoby w zamian jedynie jasno i wyraźnie napisać, że jakikolwiek samochód niespełniający wymogów postawionych przez organizatorów nie będzie dopuszczony do wyścigu. (more…)

Let me google it for you

31 sierpień 2009, poniedziałek

let me that for you

Ile razy zdarzyło się wam, że zostaliście zapytani o coś, co z dużym prawdopodobieństwem pojawiłoby się jako wynik na szczycie listy wyników wygenerowanych przez internetową wyszukiwarkę? Mnie zdarza się to nierzadko, szczególnie, w takich okresach jak niniejszy, czyli na początku roku akademickiego (rok akademicki w Holandii zaczął się dziś). Cały rok akademicki, ale w szczególności jego początek, to okres, w którym niepewni siebie i swej wiedzy studenci co i rusz zaglądają do naszego pokoju doktoranckiego z zapytaniami wszelkiego rodziaju i maści. Niektóre z tych pytań mają rację bytu, ale odpowiedzi na wiele z nich możnaby bez problemu znaleźć używając wyszukiwarki. Jim Garvin i Ryan McGeary znaleźli fantastyczne rozwiązanie tego problemu. (more…)

Mania mailowania

13 sierpień 2009, czwartek

mailmania.jpg

Kiedy wczoraj wieczorem wreszcie oderwałam się od dłubania w doktoracie, Łukasz, mój mąż, właśnie  zaczynał oglądać „Top Gear”. Choć całkiem lubię szalone pomysły Jeremiego Clarksona, to jednak „Top Gear” nie przykłuwa bez reszty mojej uwagi. Tak, że nieaktywne zwoje mózgowe miały szansę zając się czymś innym, na przykład, sprawdzeniem mojego maila: najpierw uniwersyteckiego, potem Gmaila, a potem jeszcze Yahoo. W skrzynce uniwersyteckiej działo się niewiele, bo to wakacje a w wakacje ci, którzy mogliby potencjalnie do mnie pisać są na wakacjach. W Gmailu i Yahoo było kilka wiadomości od znajomych, w stosunku do których (i wiadomości i znajomych) odczuwam pewne wyrzuty sumienia z racji kilkudniowego opóźnienia w komunikacji. Tak, że wykorzystałam czas antenowy „Top Gear”, żeby nieco nadrobić zaległości korespondencyjne. Kiedy już skończyłam, przerzuciłam się na Facebooka i Twittera. Wrzuciłam kilka komentarzy, opisałam własny status, zrobiłam quiz identyfikujący mnie z topowymi naukowcami w dziedzinie Interakcja Człowiek-Komputer i wreszcie natknęłam się na linka do artykułu z „New York Times-a” o internetowej manii.  Dla tych, którzy chcieliby artykuł przeczytać , można go znaleźć tu: http://www.nytimes.com/2009/08/10/technology/10morning.html?_r=1.

(more…)

Jak pisać

10 lipiec 2009, piątek


jakpisac.jpg

Właśnie dojechałam do pisania drugiej połowy doktoratu  i naszła mnie refleksja na temat tego, w czym takie dzieła-giganty się pisze. Nie wiem, jak w Polsce ale w Holandii przeciętny doktorat sięga 200-u stron (no nie samego tekstu, appendixy i tego typu rzeczy też się wliczają). U mnie na wydziale trendy są trzy:

(more…)

Tanie podróżowanie…

11 czerwiec 2009, czwartek

tanielatanie.jpg

Muszę się przyznać, ze ostatnio coraz rzadziej latam tanimi liniami (szczególnie Ryanair-em czy Easyjet-em). I bynajmniej nie jest to znak nagłego wzrostu poziomu zamożności. Nadal jestem doktorantką, a ta praca chyba nigdzie na świecie nie płaci zbyt szczodrze. Mimo tego coraz częściej, kiedy mam gdzieś lecieć, uważnie przyglądam się ofertom linii tak zwanych drogich, jak LOT-u, AirBerlina czy Lufthansy (KLM-u staram się  unikać, bo tam stewardessy do złudzenia przypominają nauczycielki z sennych koszmarów). (more…)

No to już wszystko wiesz, a teraz czekamy na wyniki

13 kwiecień 2009, poniedziałek

Witam wszystkich,

Jak już Marcin wspomniał znamy się z Googla (czy też z Goolgi),  gdzie przyjechałam robić ostatnie badanie do mojego doktoratu o wspomaganiu komunikacji mediowanej komputerem. A skoro komunikacja mediowalna, to chciałam do Gmaila. I stało się,  jak mówi chińskie przysłowie: ‘Kiedy bogowie chcą cię ukarać, to spełniają twoje marzenia’. Z końcem wakacji zaczęłam pakowanie kołder i spodni i ruszyłam do Zurychu. (more…)