Wróć na stronę główną

Tom, Tom i ja


tomtom.jpg

Jakiś czas temu jechaliśmy z Łukaszem, moim mężem, do Dusseldorfu na lotnisko. Łukasz prowadził, ja pilotowałam. Czy też pilotował TomTom – nasz system nawigacyjny, a ja miałam tylko pomagać w tym procesie. Pomoc polegała na tym, że od czasu do czasu miałam znaleźć stacje benzynowe z gazem i przekierować nas przez nie,  raz miałam znaleźć alternatywę dla korka, który napotkaliśmy na drodze i wreszcie miałam wyczyścić trasę, kiedy już prawie byliśmy na lotnisku, bo punkt końcowy był zaznaczony trochę przypadkowo  i trzeba było TomToma zniechęcić, żeby nas tam nie ciągnął.

 

Były to niby proste zadania, ale za każdym razem zabierałam się za ich wykonywanie z jakimś podejrzanym wewnętrznym oporem. Wreszcie Łukasz powiedział:  - „Ty chyba naprawdę nie lubisz tego systemu.”  W pierwszej chwili chciałam zaprotestować, bo przecież w końcu sama kupiłam naszego pierwszego TomToma i od lat cieszyłam sie, że nie muszę sczytywać znaków i map. Ale po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że faktycznie  z jakiś niewyjaśnionych powodówTomTom nie należy do moich technologicznych faworytów. Wot i problem  - dlaczego?

 

Kiedy już sama wracałam z lotniska, zaczęłam się nad tą kwestią zastanawić. Dlaczego miałabym czuć tak wyraźną niechęć do obsługiwania kawałka technologii, który jest tak przydatny. I wyszło mi, że powody są dwa (plus jedna nieznośna niedogodność): kompleksowość oraz sztywność nawigacyjna i powolność reakcji. Ale zanim przejdę do głównych powodów mojej niechęci, krótko opiszę nieznośną niedogodność. Nasz TomTom składa się z ekraniku i kabelka. I nie potrafię zrozumieć, dlaczego nie dało się zaprojektować połączenia między tymi dwoma elementami, które nie wymagałoby demontażu ekranika z szyby i celowania wtyczką przy użyciu lupy. Zakładam, że motywacją było ukrycie gniazdka na kabel. Taki kształt jest jednak fatalistycznie nieergonomiczny i wypadkogenny w przypadku, kiedy kabelek wypadnie lub zostanie przypadkowo wyciągnięty w trakcie jazdy.

 

Wracam teraz do głównych powodów mojej niechęci do obsługi TomToma. Zacznę od kompleksowości i sztywności nawigacyjnej. Od moich kolegów z TomToma wiem (a znam chyba cały team User Experience), że głównym celem aplikacji TomTomowych jest ułatwienie życia kierowcy i  wszystkie funkcje oraz opcje w aplikacji mają służyć temu celowi. Super sprawa, tylko, że tych opcji ostatnio zrobiło się dużo, jako, że wiele jest wymagań różnych typów kierowców. Zrobiło ich sie tak dużo, że nie wystarczy jeden poziom menu nawigacyjnego -  w najnowszych TomTomach są dwa a nawet trzy poziomy dostępne po aktywizacji różnych części ekranu. Dlatego ostatnio nie byłam w stanie znależć, gdzie można wyczyścić zaplanowaną trasę. W naszym starym TomTomie funkcja ta znajdowała się na pierwszym ekranie z opcjami, do których mozna było dotrzeć po dotknięciu ekraniku w dowolnym miejscu, a w najnowszej wersji trzeba kliknąć na miejsce, gdzie wyświetla się informacja o trasie. Nie mam nic przeciwko takiemu rozwiązaniu, tylko niech bedzie dla mnie widoczne, że ta część ekranu ukrywa dodatkowe menu.  A chyba najbardziej chciałabym, żeby TomTom pozwolił mi na posegregowanie elementów menu tak, jak pozwala na to iPhone. W takim przypadku ustawiłabym swoje najczęściej używane guziki na początku (jak moje ukochane czyszczenie trasy), a całą resztę tam, gdzie wzrok nie sięga.

 

Drugi powód mojej niechęci do TomToma to jego powolność reakcji. Zauważam to szczególnie przy planowaniu trasy przy użyciu mapy. Znowu iPhone narobił TomTomowi kłopotu i zwiększył moje wymagania. Mimo, że wiem, że każda aplikacja potrzebuje czasu, żeby przetrawić   dane od użytkownika, to jest dla mnie irytujące, że mapa odswieża się aż tak powoli. Choć wiem, że to trochę oszukane, to chciałabym, żeby TomTom tak jak iPhone zapewnił mnie, że wszystko dzieje się zgodnie zmoimi oczekiwaniami i że aplikacja tylko czeka, żeby spełnić moje życzenia.

 

Nie chcę tu  powiedzieć, że Tom Tom jest zły. Uważam, i to nie tylko ja, że  pod względem nawigacji to chyba najlepszy i najbardziej zaawansowany system w Europie, jeśli nie na świecie. Ich styl interakcji, ich zrozumienie potrzeb użytkownika jest naprawdę ogromne. Dlatego od lat używam jedynie ich produktów do nawigacji. Ale wiem też, że najnowsze technologie umożliwiają, żeby życie użytkownika TomToma stało się jeszcze łatwiejsze i żebym nie musiała z zaciśniętymi zębami brać się za, na przykład, zmianę zaplanowanej trasy. TomTom ma teraz kłopot z tego powodu, że Google postanowił robić swoje własne mapy. Myślę, że, żeby konkurować z Googlem, TomTom powinien skupić się na zapewnieniu takiego user experience, które sprawi, że warto będzie zainwestować w dedykowane narzędzie do nawigacji, zamiast używać  telefonu G1 z googlowymi mapami. Mam wrażenie, że TomTom niniejszym przystępuje z Googlem do wyścigu o klienta i ciekawa jestm, jak sobie poradzi. A kciuki bedę trzymać za obie firmy, bo im bardziej zacięta walka, tym większa szansa, żejako użytkownicy  dostaniemy produkt, który zaoferuje prawdziwe user experience.

Wpis “Tom, Tom i ja” skomentowano 8 razy

  1. piotr pisze:

    hmmm piszesz o zabawce i porownujesz z zabawka - bo co to jest iPhone? Bardzo subiektywne to wywody - tym bardziej ze nigdy nie uzywalas innego urzadzenia do nawigacji…

  2. Agnieszka Szostek pisze:

    Piotrze, oczywiście, że są to “zabawki”, szczególnie jeśli porównasz z np. zderzaczem hadronów w Genewie. Ale w dzisiejszych czasach to zabawki wyznaczają trendy w projektowaniu dla użytkowników, o czym właśnie piszę i na czym się znam. Myślę, że iPhone jest najlepszym tego przykładem - niniejszym chyba już każda firma produkująca telefony komórkowe stara się mieć swoją wersję iPhona. Więc choć to, jak napisałeś, zabawka, to chyba jednak warto zauważyć pewną rewolucję w interakcji, którą zainicjowała.

    Jeśli zaś chodzi o TomToma - to nie jestem pewna, czy podpada on pod kategorie zabawek. W Holandii stał się on narzędziem wspomagającym pracę większości zawodowych kierowców, co chyba jednak wskazuje na jego wartość wychodzącą poza wartość gadżeciarską (choć jest to to moja subiektywna opinia). Zaskoczyło mnie także, że stwierdziłeś na podstawie mojego tekstu, że nie używałam innych systemów do nawigacji, a używałam ich całkiem sporo: od europejskich garminów, nawigonów, i telemap do amerykańskich neverlost-ów. To własnie na podstawie tych doświadczeń stwierdzam, że TomTom jest najlepszym systemem dostępnym na rynku… Może podzielisz się swoimi doświadczeniami, jeśli uważasz, że inny system do nawigacji jest lepszy - chętnie o tym poczytam.

  3. ramona pisze:

    Moim skromnym zdaniem to i tak tomtom ma najbardziej intuicyjne menu… faktem jest ze skoro chcialabys sobie posegregowac menu po swojemu to kazdy dobry produkt powinien na to pozwalac.. Nie niej jednak sprobuj się z np z mio a zobaczysz co znaczy dramatyczny user experience :) Zgadazm sie ze czeka nas ciekawa rywalizacja google navi z tomtom.. choc nie sadze ze w Polsce system google szybko zagosci - podlaczenie do internetu ktore wymaga jak na razie to dosc kosztowana zabawa w naszym kraju..

  4. Agnieszka Szostek pisze:

    Ramona, dzięki za fajny komentarz:)))) Całkowicie się z tobą zgadzam, że TomTom jest najlepszym systemem na rynku (choć nadal czasami zaciskam zęby, jak muszę znaleźć jakąś nową funkcję:) Mają zresztą chyba największy z firm zajmujących się systemami do nawigacji team specjalistów od użyteczności i z tego, co widzę na LinkedIn-ie to ciągle szukają ludzi od UX. Ograniczeniami są pewnie technologie, które stosują i które zapewne jeszcze teraz nie pozwalają na tak zaawansowane elementy interakcyjne, jak na iPhone.

    A co do googla - to mam nadzieję, że ich system nie będzie opierał się na dostępie do internetu, ale, że (jak w przypadku G1) wejdą w układ z jakąś firmą robiącą hardware - wtedy zacznie się prawdziwy “wyścig zbrojeń”;)

  5. Marcin Brodziak pisze:

    Przez ostatnich parę tygodni korzystałem z TomToma w Australii. Kompletna porażka, po części przez interfejs a po części przez jakość zebranych danych. Zdarzało się mu wprowadzić nas w pole (a w zasadzie na drogę gruntową, choć mu zabroniliśmy), pole kempingowe czasem było malutkim parkiem pomiędzy domkami jednorodzinnymi w którym nijak postawić namiotu…

    Dla TomToma także każde miejsce jest właśnie tym - miejscem. I w ten sposób “Great Ocean Road”, 200km drogi nad Pacyfikiem na zachód od Melbourne jest punktem do którego trzeba dojechać. Oczywiście z Melbourne dojazd nie jest sugerowany samą GOR, ale innymi drogami które do tego punktu dojeżdżają z boku.

    OK, muszę przyznać, że TomTom był mimo wszystko niesamowicie użyteczny i można było na nim polegać, ale niestety nie wzbudził wielkiego mojego zaufania i od pewnego momentu zacząłem wszystkie jego pomysły konsultować z mapą. Tak na wszelki wypadek.

  6. Aga pisze:

    To fakt, ze TomTom ma tendencje do “wyprowadzania w pole”, szczegolnie jesli ktos nie ma najswiezszych map lub podrozuje poza Europa. A swoja droga, Google tez nie jest zupelnie wiarygodny, przynajmniej w Ameryce Poludniowej - oznaczenia tras i lokalizacji hoteli bywaly cokolwiek zaskakujace:) Ale wierze, ze to przejsciowe:))))

  7. Staszek pisze:

    Swego czasu mnie tez ten problem menu zaczal denerwowac na tyle, ze postanowilem poszukac rozwiazania i znalazlem wtedy jakas niemiecka strone na ktorej mozna bylo skonfigurowac sobie wlasny uklad menu i sciagnac wygenerowany pliczek konfiguracyjny i podrzucic w okreslonym miejscu TToma. Niestety nie pamietam juz detali.

  8. jak napisać pracę magisterską > Tom, Tom i ja pisze:

    […] (more…) […]

Dodaj komentarz