Donkichoteria czyli walka z drukarkami
Wreszcie udało mi się wysłać dokrotat do druku, choć spodziewałam się, że to pisanie pracy jest trudne a nie próba jej przeniesienia na nośnik analogowy. I choć nie mogę powiedzieć, że pisanie było łatwiejsze niż drukowanie, ale z pewnością kosztowało mnie mniej nerwów. Powód wmożonego poziomu adrenaliny był w zasadzie jeden - konwersja do formatu PDF. Po dwóch latach pracy w firmie produkującej drukarki dałam się przekonać, że jeśli zapiszę dowolnie skonstruowany dokument w formacie PDF to wszystko musi się ładnie wydrukować. A właśnie, że nie…
Wszystko zaczęło się od drukowania okładki. Okładkę ową postanowiłam zaprojektować nie w Adobe Illustratorze, który po prostu nie zmieścił się na moim sześcioletnim laptopie, a w Inkscapie - darmowym, open-sourcowym narzędziu do tworzenia grafik wektorowych (który zresztą z całego serca wszystkim polecam). Jako wynik końcowy Inkscape produkuje albo format SVG (standard vector graphics) albo pdf. Oba te formaty powinny być powszechnie akceptowane przez inne programy a także drukarki. Powinny… Przy pierwszym podejściu do wydruku moja okładka po prostu się rozsypała. Może drukarka (w końcu potencjalnie inteligentny kawałek technologii) stwierdziła, że designer ze mnie żaden i ona mi pokaże jak okładka powinna wyglądać. No cóż, nie bardzo chciałam się z nią (drukarką) zgodzić, nie tylko dlatego, że ogólny koncept projektu przestał być widoczny, ale także dlatego, że niektóre elementy graficzne, w oryginale wektorowe, nagle i z iewiadomej przyczyny stały się bitmapami.
W rozpaczy udałam się do naszego wydziałowego service-desku. Chłopaki popatrzyli na mnie ze współczuciem i powiedzieli - “Nie jesteś pierwsza…”. I zasugerowali, żebym okładkę najpierw wydrukowała z pdf-u do pdf-u, czyli z formatu tworzonego przez Inkscapa do CutePDF i zobaczyła, czy to pomoże. W głowie nie chciało mi się zmieścić, że ten sam format może być inaczej zapisany przez różne narzędzia, ale cóż miałam robić. Dodaktowa konwersja hipotetycznie pomogła. Hipotetycznie, bo choć wszystkie elementy graficzne pozostały na swoim miejscu, to część z nich dalej była bitmapami. Po dokładnie dwóch dniach ciągłego przerabiania i testowania poddałam się i poszłam do fachowca, czyli do pracownika naszej uniwersyteckiej drukarni, który musiał wszystko przekonwertować do Illustratora, a następnie do (zapewne innego jeszcze formatu) pdf-a, żeby wreszcie wydruk wyglądał jak powinien.
Uff, okładka została wysłana i teraz pozostało mi tylko przygotować 200 stron mojej pisaniny naukowej do wydruku. Dokładnie tydzień spędziłam przepisując, drukując i sprawdzając, czy aby na pewno wszystko wygląda jak powinno i czy żaden rysunek i żadna tableka nie znika z bliżej nie znanego powodu. Wszystko wyglądało ok. Z lekkim drżeniem serca wysłałam więc doktorat do drukarni i po kilku godzinach dostałam maila sugerującego, że może jednak powinnam się zdecydować na dodatkowy wydruk próbny. Wydruk został wykonany, wszystkie kolorowe strony wyglądały przyzwoicie i już, już mieliśmy ostateczną wersję wysłać do drukarni, kiedy jedna z moich koleżanek zauważyła, że w tekście brakuje dwóch rysunków. Miejsce na rysunek jest, podpis pod rysunkiem jest, rysunek w pdf-ie jest, a na wydruku końcowym go brak.
Po dobrej godzinie wymyślania, co znów poszło źle, sprawa się wyjaśniła. Otóż wydruk do pdf-u był kolorowy a drukarnia życzyła sobie wersji czarno-białej przekonwertowanej przez ich własny konwerter pdf. I właśnie w procesie konwersji dwa rysunki samowolnie opuszczały dokument: w wersji kolorowej były a w czarno-białej już nie. Te dwa rysunki były bitmapam, tak jak masa innych i nie wykazywały żadnych specyfcznych właściwości, które mogłyby wyjaśnić ten fenomen. Na szczęście Frans (uprzednio wspomniany pracownik drukarni) wymyślił, żeby konwersję do wersji czarno-białej zrobić w innym narzędziu do generowania pdf-u i potem te dwie strony ręcznie wkleić do ostatecznej wersji dokumentu.
Co z tego wszystkiego wyszło okaże się już za dwa dni - w poniedziałek spodziewam się przesyłki książek i już się psychicznie przygotowuję do tego, że na pewno coś poszło nie do końca tak, jak zaplanowałam. I tak się czysto teoretycznie zastanawiam jak to jest możliwe, że różne konwertery pdf, których zadaniem jest jedynie zczytanie poszczególnych warstw dokumentu i złożenie ich do jednego poziomu, mogą generować jak różne wyniki i jakim cudem komukolwiek udaje się wydrukować coś, co wygląda dokładnie tak jak było zamierzone:)

2009-11-15 o godz. 10:42
Prawdopodobnie słowo “portable” w Portable Document Format oznacza, że musisz się nanosić swoich dokumentów, żeby go w końcu wydrukować. ;-)
2010-06-04 o godz. 09:12
Podstawy Pion Wieża Skoczek Goniec Hetman Król Roszada Szach i Mat Pat Zapis Nieśmiertelne Szachy online Turnieje szachowe W.C.N. Historia szachów Akiba Rubinstein Paul Morphy Mieczysław Najdorf Aron Nimzowitsch Wilhelm Steinitz Garri Kasparow Programy Download Szachy i Linux Fritz 10 Junior 10 Chessmaster Shredder Zagraj online Quiz szachowy Ładne partie Filmy szachowe Autor Goście Historia strony Kontakt Strony szachowe Forum szachowe Katalog Toplista
Szachowisko
Witaj na stronie
Szachowisko - Szachy dla każdego
Strona istnieje w sieci od dnia 26.11.1998 roku, jej tematem są, jak łatwo się domyślić, szachy. Zawartośc serwisu jest okresowo uzupełniana. Misją strony jest popularyzacja królewskiej gry.
Szachy to wspaniała gra i zarazem dyscyplina sportowa. Wywiera pozytywny wpływ na gracza ucząc przewidywania, logicznego myślenia, sportowego współzawodnictwa, cierpliwości, trenując pamięć. Szachowisko stara się zaprezentować wszystkie pozytywne aspekty gry szachowej.
Serwis przedstawia podstawowe zasady gry w szachy, słynne i nieśmiertelne partie szachowe, sylwetki wielkich szachistów, oferuje także rozrywkę typu quiz, sonda, program grający. Wszystko to aby zachęcić internautów do rozpoczęcia przygody z królewską grą.
Witaj w fascynującym świecie szachów ! Co z tego wszystkiego wyszło okaże się już za dwa dni - w poniedziałek spodziewam się przesyłki książek i już się psychicznie przygotowuję do tego, że na pewno coś poszło nie do końca tak, jak zaplanowałam. I tak się czysto teoretycznie zastanawiam jak to jest możliwe, że różne konwertery pdf, których zadaniem jest jedynie zczytanie poszczególnych warstw dokumentu i złożenie ich do jednego poziomu, mogą generować jak różne wyniki i jakim cudem komukolwiek udaje się wydrukować coś, co wygląda dokładnie tak jak było zamierzone:)