Wróć na stronę główną

Aktualności

 

klm.jpg

Ostatnio coraz częściej zastanawiam się, co znaczy, że informacja na sieci jest aktualna… Bo przecież nie każda strona i nie każdy portal musi się codziennie zmieniać. Ale kiedy nie mogę znaleźć informacji na temat tego, czy dany kawałek informacji jest jeszcze na czasie, czy już dawno powinien zniknąć, od razu czuję, jak rośnie mi poziom adrenaliny.  Zdarza mi się to szczególnie często w sytuacjach, kiedy od informacji znalezionej (na sieci, ale nie tylko) zależą moje kolejne decyzje. Najbardziej odczuwam to w trakcie podróży, gdzie każda nowa  sytuacja potencjalnie staje się przyczynkiem do zmiany planów. I często w takich momentach brakuje mi szczegółowej informacji na temat potencjalnych opcji. Odczułam to szczególnie w trakcie moich ostatnich podróży do Ameryki Południowej.

Bilety do Chile zamówiliśmy (na sieci w bardzo przyzwoitej agencji turystycznej: orbitz.com) pół roku przez planowanym wylotem. Podróż składała się z dwóch etapów: lot holenderskimi liniami KLM do Brazyli, i chilijskimi liniami LAN do Santiago. Już po zamówieniu biletów okazało się, że KLM  zmienił rozkład jazdy i musimy przenocować w Sao Paulo, bo nie zdążamy na lot to Chile. Nie bardzo mając wyjście, zgodziliśmy się na przebukowanie biletów, dostaliśmy nowe potwierdzenie  i byliśmy gotowi do drogi. Czy też tak nam się zdawało.

Już w Sao Paulo okazało się, że nasza trasa, owszem, została zmieniona, ale numer rezerwacji już nie. W związku z tym, pracownicy LAN-u nie byli w stanie zrobić dla nas check-inu. Biuro KLM-u otwierało się dopiero po osiemnastej (a my byliśmy na lotnisku o 5-tej rano)  i chyba tylko cudem udało nam się znaleźć numer telefonu do orbitza. Orbitz okazał się naprawdę skuteczny i w przeciągu 10-u minut oddzwonił  z nowym numerem rezerwacji, tak, że w ostatniej chwili udało nam się dostać na pokład. W drodze powrotnej spotkały nas dokładnie te same przygody, mienowicie nikt nie znał numeru naszej rezerwacji i z jakiś niewyjaśnionych przyczyn nasze nazwiska nie znajdowały sie na liście pasażerów. Do samolotu wsiadaliśmy zdenerwowani do granic możliwości po planowanej godzinie jego odlotu.

To właśnie w drodze powrotnej zaczęło mnie gnębić pytanie postawione na początku tego wpisu. I pod tym kątem zaczęłam przeglądać tzw. inflight-information dostępne na pokładzie nowego airbusa KLM-u. I muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem ich najnowszej aplikacji. Składa się ona z następujących kawałków informacji:

- aktualnego rozkładu lotów samolotów (personalizowana lista lotów, na które muszą zdążyć pasażerowie danego lotu);

- planu lotniska z zaznaczeniem poszczególnych bramek;

- szczegółowej informacji o okienkach transferowych.

Niby niewiele, ale dzięki temu można było się poczuć pewnym, że wszystkie najświeższe informacje dotyczące kolejnego połączenia są  pod ręką. Pewnie jeszcze fajnie byłoby, gdyby tego typu informacja była personalizowana dla każdego pasażera:  w końcu nietrudno jest zlinkować informację o przelotach z numerem siedzenia (całkiem nieźle działa w przypadku posiłków,więc i w przypadku połączeń też nie powinno być problemu:).  Wtedy taka informacja byłaby naprawdę personalna i  aktualna, co w przypadku opóźnień w przelotach oraz jakichkolwiek zmian pozwoliłoby na świadome decyzje dotyczące tego, co robić i jak działać.

Fajnie też byłoby, gdyby tego typu informacja była aktualizowana i dostępna na sieci.  Dziś portale turystyczne kończą swoją współpracę z klientem w momencie realizacji zamówienia, czyli zabukowania biletu. A gdyby tak przedłużyły swoje usługi na dostarczenie zaktualizowanej informacji o statusie połączeń w dowolnym momencie (przez sieć, ale także w formie aplikacji mobilnej)? Ja bym bez wahania skorzystała z takiej usługi i pewnie wiernie trwała przy takim portalu, który pomaga mi podejmować decyzje poprzez dostarczenie we właściwym momencie odpowiedniej informacji.

Dodaj komentarz