Wróć na stronę główną

Archiwum: czerwiec 2007

Strony, które odrobiły lekcję z geografii

20 czerwiec 2007, środa

Za brak wiedzy o tym, w której części świata wydobywany jest węgiel brunatny (tak, musiałem takie rzeczy wkuwać na pamięć!) miałem tróję na koniec liceum z geografii. Pewnie dlatego do dziś trzymam się od niej z daleka (pomijając wrodzoną chęć do podróżowania) i nie robię takich kiksów:

Skoro 1.x mln ludzi wyemigrowało (1.x mln potencjalnie zamożnych Polaków mających często dostęp do Internetu i korzystających z niego jako głównego źródła informacji o kraju), takie sytuacje nie powinny się zdarzać. Szczególnie w tak poważnym serwisie jak Onet, przy najbardziej eksponowanej wiadomości.

Swoją drogą, gdybym w tej chwili był w Londynie a nie w Zurychu, może bym zobaczył?… Ktoś może sprawdzić? Oto link.

O tak zwanej walce z piractwem

19 czerwiec 2007, wtorek

Pisałem wcześniej o tym, że podejście do przestrzegania praw autorskich jest u nas gorsze niż u przedszkolaków. No i się potwierdziło. Trafiło na pierwsze strony gazet.

O piractwie wypowiedział się jeden z największych polskich reżyserów. Pomijając fakt, że jego wielkość nie wpłynęła na znajomość pisowni jego nazwiska.

nachulski-pirat.jpg

W efektownym porównaniu dowiódł, że pirat jest takim samym fanem kina jak kieszonkowiec numizmatykiem. Nie mnie oceniać estetyczne walory porównania, ale jego zasadność merytoryczną tak: znam ludzi, którzy mają kolekcje pirackich filmów von Triera, Lyncha, Kieślowskiego, Almodovara a nawet Machulskiego. Niestety nigdy nie słyszałem o żadnym człowieku, który ukradłby babci portfel po to, by znaleźć monetę upamiętniającą papieską pielgrzymkę. Z przyjemnością takiego poznam — oddam mu nawet moją pamiątkową monetę z roku 2000. Włoską, z papieżem.

Podejście do rozprzestrzeniania filmów metodą P2P jest moim zdaniem z gruntu złe. Zamiast nasyłać na piratów-kinomanów policję i walczyć z wiatrakami, należałoby proceder zalegalizować.

Metoda najprostsza w świecie: wprowadzić abonament miesięczny za korzystanie z filmów ze źródeł dowolnych. Płacę 15zł/miesiąc i mam gwarancję, że nikt mnie nie będzie ścigał, niezależnie od tego czy film mam od kolegi czy z Internetu. Pozostaje problem redystrybucji tych środków pomiędzy autorów filmów. Przy minimalnym zaufaniu do statystyki można to zrobić prosto: stawiamy państwowy serwer z torrentami i patrzymy, które torrenty najczęściej są ściągane. Proporcjonalnie rozdzielamy pieniądze pomiędzy wydawców (być może po potrąceniu “podatku na ambitną kinematografię”).

Ma to same zalety:

  • oszczędzamy na policji,
  • oszczędzamy na spotach antypirackich, bo piractwo przestaje istnieć,
  • utrzymanie serwera jest tańsze niż policji (dzięki błogosławieństwu p2p!),
  • dostajemy dodatkowe pieniędze na rozwój kinematografii.

Tak, tylko co z właścicielami wypożyczalni i kin? Zbankrutują? No cóż… Może będą musieli się przebranżowić. Jest jednak światełko w tunelu: skoro pirackie filmy nie zabiły ani jednych ani drugich, to pewnie i legalny torrent by nie zabił. Poza tym na pewne filmy zawsze będzie się chodziło do kina. Dla niektórych (fanów Machulskiego) kino ma w sobie niepowtarzalną atmosferę, dla innych (fanów Spidermana) większy ekran i lepszy dźwięk.

O CSS i jego wydajności słów kilka

13 czerwiec 2007, środa

Musz ruchą, tfu, rusz muchą, eh… rusz mychą nad ramką, którą wkleiłem poniżej. (Nie wiem jak to wygląda pod ie, nie testowałem, mam nadzieję, że za bardzo się nie rozjechało)

No tak, nic oryginalnego. Na pierwszy rzut oka widać, że się rozjeżdża. Ale rzuć okiem po raz drugi i trzeci i zauważysz prostą własność: zmieniamy styl jednego elementu, poruszają się prawie wszystkie.

Zrób aplikację zawierającą kilkanaście tysięcy elementów (tak, to nie takie trudne) na stronie. Jeśli kliknięcie na jeden będzie wymagało ponownego obliczenia położenia wszystkich pozostałych (nawet jeśli się nie zmieni!) użytkownik odczuje, że jest ona “ciężka”, wolna. Ty będziesz myśleć, że masz za wolne serwery (które z nudów grają w karty) a problem będzie leżał w wolno wyświetlających się skomplikowanych stronach.

To co jest największą zaletą CSS, czyli wygoda przemieszczania “wszystkiego wszędzie”, staje się wąskim gardłem dla wydajności. CSS został stworzony z myślą o statycznych stronach a nie dynamicznych aplikacjach webowych. Jak większość standardów internetowych nie przeszedł ewolucji, która by go odświeżyła i dostosowała do współczesnych wymagań.

Przedszkole praw autorskich

07 czerwiec 2007, czwartek

W zasadzie miało być o CSSie, bo mam parę bardzo fajny przykład, który pokazuje dlaczego jest on wielkim problemem dla twórców aplikacji webowych. Miało też być o XMLu i niezrozumieniu wokół niego. Wszystko to w nawiązaniu do poprzedniego wpisu, który ociupinkę dyskusji wywołał. Będzie - ale później.

Dzisiaj o prawach autorskich

Pamiętam, jak po strajku młodzieży pod ministerstwem posypały się komentarze, że rząd z górnikami chce negocjować, bo się ich boi, lekarzy straszy kamaszami a na gimnazjalistów posyła policję. Mam wrażenie, że podobne podejście do walki z prawami autorskimi stosuje Stowarzyszenie Filmowców Polskich.

Możnaby wziąć się za dużych: YouTube, Metacafe. To nie - zacznijmy od zrobienia zadymy wokół małych, lokalnych, społecznościowych serwisów. Bo YouTube jest duże, ma za sobą pieniądze i wogóle jest za granicą. A wogóle co to jeset YouTube? Przypomina mi to obrazek (nie wkleję go tutaj, bo jeszcze mnie ktoś poda do sądu) składający się z czterech scenek: szef krzyczy na pracownika, on wraca do domu i krzyczy na żonę, żona na dziecko a dziecko idzie do pokoju i tam krzyczy na misia. Nie wiem kim jest mama SFP, ale krzyczenie na misia moim zdaniem nie licuje z powagą Stowaryszenia tej rangi.

Gdyby tylko w Stowarzyszeniu ktoś pomyślał… Nie ma sensu atakować luzior.pl. Luzior nie ma pieniędzy!. Praw nie zapłaci, utwory pewnie ściągnie ze strony. SFP może sobie je wsadzić — na półkę, by się kurzyły. Lub za psie pieniądze wypożyczyć Polsatowi by mieć z czego opłacić działalność statutową.

Ma za to sens wycieczka do San Bruno, bo oprócz kalifornijskiego klimatu i najlepszych Shake’ów na świecie, można spotkać się z YouTube’m i omówić sprawę ewentualnej umowy i licencjonowania filmów. SFP dostanie pieniądze (większe niż mogłoby marzyć), YouTube i luzior podtrzymają kult Janosika i Czterech Pancernych i wszyscy będą szczęśliwi.

No, ale lepiej jest być tym złym gliną.

Error 412, Precondition Failed

05 czerwiec 2007, wtorek

Jak się przyjrzeć liście technologii na których opiera się Internet, można się popłakać. Niemal każda funkcjonuje w formie zdegenerowanej i wypaczonej, w środowisku do którego nie została przystosowana. A jednak wszystkie mają się doskonale!

  • tcp/ip — zbyt mała przestrzeń adresowa na dzisiejsze potrzeby
  • smpt/pop3/imap — brak możliwości sprawdzenia tożsamości nadawcy doprowadził do powstania spamu
  • base64/uuencode/… — czyli o tym, jak przesłać dwumegowy plik w trzymegowym mailu, obecnie nie jest to problemem ale dziesięć lat temu było podstawą wysokich rachunków za telefon
  • ftp — prawie brak zabezpieczeń, a nadal najpopularniejszy sposób przesyłania stron na publiczne serwery udostępniające miejsce innym
  • html — ponieważ przeglądarki implementowały go w sposób odporny na błędy autorów, doprowadziły do tego, że niemal wszystkie strony nie są zgodne z tym, co podobno jest standardowym htmlem
  • javascript — stworzony z myślą o walidacji formularzy i prostej interakcji, a stał się środowiskiem tworzenia dużych aplikacji webowych, brak standaryzacji pomiędzy przeglądarkami przyprawia twórców o ból głowy
  • css — skomplikowany system usadzania elementów względem siebie jest powodem problemów z wydajnością nietrywialnych aplikacji webowych
  • xml — najbardziej nadużywany i niezrozumiany “standard” w internecie, co drugi człowiek nie rozróżnia terminów xml, html i xhtml, w pełnej wersji trudny w parsowaniu, w podstawowej użyteczny jak pliki txt

Zastanawiające, prawda?