Wróć na stronę główną

Archiwum: luty 2007

Użyteczna prostytucja

18 luty 2007, niedziela


A ja zacząłem się jakiś czas temu zastanawiać, gdzie seks łączy się z komputerami i jak daleko posunięte są jego granice. Nie, nie mam tu na myśli stron, które codziennie oglądają bohaterowie World of Warcraft, ani chatów w których dwaj szesnastolatkowie świntuszą a jeden z nich ma większy ubaw, bo udaje kobietę. Chodzi mi raczej o to, jak sprawnie można sobie zorganizować seks, korzystając przy tym z Internetu.

W końcu zajmowanie się serio internetem bez poświecenia choćby chwili temu tematowi wydaje się niepoważne. Niestety zainteresowanych korzystaniem z usług stron które prezentuję poniżej uprzedzam: nie sprawdzałem ich zawartości merytorycznej, ani nie testowałem usług. Więc wchodzicie na własną odpowiedzialność.

Rozsądny acz brzydki katalog tematyczny

Rozważmy stronę World Sex Guide. Pierwsze wrażenie jest co najwyżej średnie. Głupawe kolorki, ociupinkę rozjeżdża się w Firefoxie, i wogóle nie jest zbyt estetyczna. Organizacja informacji jest bardzo prosta i dotarcie do tego, co nas w danej chwili interesuje wydaje się błyskawiczne. Dodatkowo przyzwoita moderacja gwarantuje rozsądek tekstu.

Rzeczą, która uświetnia tę stronę nie jest grafika, zgodność z jakimiś wyimaginowanymi zasadami użyteczności ani web2.0-ajax-geek-cool-stuff. Ktoś po prostu zrobił proste tematyczne dobrze zorganizowane i silnie moderowane forum i wykorzystał doświadczenie ludzi, którzy biegają po świecie, i, ekhm, tego… nie zachowują się pobożnie. No i nawet mu się udało.

Webshop z panienkami

Druga rzecz, która mnie zastanowiła, to strona Moonlite Bunny Ranch. (Jeden z głośniejszych burdeli na świecie). Nie byłem w Nevadzie i chyba nie żałuję. Interesującą cechą tej akurat strony jest możliwość umówienia się na spotkanie z kobietą przez sieć. Jeszcze tylko brakuje możliwości płatności kartą kredytową, a może ja nie poszukałem odpowiednio głęboko.

Kobiety w cenie

No i ostatnia rzecz. Nielsen mówił sto lat temu, żeby podawać ceny przy produktach na stronach internetowych. No i proszę bardzo, zorientowany na seks internauta doskonale wie, ile co kosztuje. Proszę nie spaść z krzesła.

Lustracja dla bloggera.

16 luty 2007, piątek

Would you ever want to be on the business end of legal action from a company with US$9 billion in cash? What about being targeted for deletion by one of most powerful multi-national corporations in the world? What if a company with US$14 billion in revenue and 14,000 employees wanted a piece of your ass?

Tak się zaczyna artykuł opisujący historię Jasona D’Ogrady’ego, który napisał nieco za dużo na temat Apple’a, nie zaznaczając przy tym, skąd pochodzą jego informacje. Firma Apple poszła z tym do sądu, który orzekł, że bloger też dziennikarz i źródeł informacji podawać nie musi.

Szczęśliwe ten wyrok nie zapadł w Polsce, bo gdyby tak było, to musielibyśmy poddać setki tysięcy blogerów skomplikowanemu procesowi lustracji. Najweselej chyba byłoby fanom Tokio Hotel. Na pewno pracują w jakiś agenturach ;)

Jasonowi O’Grady’emu mogę niestety tylko pozazdrościć doskonałej reklamy.

iPod→iPhone→iTool

02 luty 2007, piątek

O drugiej w nocy zamiast a) grzecznie spać, b) razem z kolegą pisać program, który ma mi pomóc w pracy, c) czytać książkę, bo w końcu trzeba się dokształać lub ewentualnie d) doprowadzać pokój do porządku jakiego w nim przez 20 lat nie było gadam sobie przez Skype’a.

Czas płynie. Ma jedną kosmiczną wadę: jest uporządkowany liniowo. Dzięki bodaj Planckowi wiemy, że nie jest to porządek gęsty. Z tego oraz z niematematycznego, acz całkiem statystycznie wiarygodnego, faktu o istnieniu górnego ograniczenia czasu życia człowieka możemy wyprowadzić banalny wniosek, że człowiek ma do dyspozycji skończoną ilość chwil, które (w konsekwencji) może przeznaczyć na zajęcie się co najwyżej skończoną ilością problemów.

XXI wiek uświadamia tę ograniczoność czasu w sposób dobitny. Człowiek renesansu, który mógłby powiedzieć, że nic co ludzkie nie jest mu obce, w obecnych czasach jest skazany na porażkę. Niesposób w takim szumie informacyjnym jaki wytworzył się dzieki nowym mediom w skończonym czasie poznać się na wszystkim (nawet jeśli zawęzimy się tylko do rzeczy ludzkich).

Świat współczesny wymaga specjalizacji. Wszędzie poszukuje się specjalistów, ekspertów najlepiej z doświadczeniem. Szerokie horyzonty są, zazwyczaj, utożsamiane z nieuporządkowaną, zdobytą “po łebkach” wiedzą na różne niekoniecznie z sobą powiązane tematy. Fakt, w resume wpisuje się takie rzeczy jak hobby czy zainteresowania, ale ma to wymiar dodatkowej, w zasadzie niepotrzebnej informacji, którą umieszcza się tam tylko dla zachowania pewnej harmonii.

Specjalizacja jest w zasadzie widoczna wszędzie. Ot pierwszy z brzegu przykład: blogosfera. Blogi nastawione na konkretny temat mają (z czasem, jeśli zachowany jest odpowiedni poziom) dużo szerszą publiczność niż te o wszystkim i o niczym. Autorzy tych pierwszych wyrastają, często nieuzasadnienie, na “autorytety w dziedzinie”. Te drugie są czytane głównie przez wąskie grona znajomych.

Atmosfera konieczności bycia specjalistą przenika nas do tego stopnia, że nawet teraz, siedząc i pisząc o rzeczach niezbyt związanych z pracą czy zainteresowaniami naukowymi zastanawiam się, czy aby nie marnuję cennego czasu, który możnaby poświęcić na coś bardziej rozwijającego.

Ma to odbicie w chęci posiadania a czasem konstruowania urządzeń wypełniających pustkę która powstanie w człowieku po odarciu go z wszystkiego co nie mieści się w ramach obranej specjalizacji. Idealny przykład: iPhone — urządzenie będące odtwarzaczem muzyki i filmów, telefonem, organizatorem, narzędziem łączącym nas z internetem i pewnie jeszcze czymś więcej. Zastępuje nam wszystko to, czego brakuje specjaliście od X do bycia człowiekiem obytym. Osłuchanie, obycie w multimediach i szybki dostęp do informacji z każdej dziedziny, która wykracza poza konkretną specjalizację.

Jesteśmy jak wiertło widiowe 20*, które nie ma zbyt wielu zastosowań. Nasz iPhone wyręcza nas we wszystkim, co nie jest wierceniem. Gdyby jeszcze tylko potrafił ugotować obiad, posprzątać, wyprowadzić psa na spacer, pójść do kina i jeszcze parę drobnostek bylibyśmy duetem idealnym. Staszku Jobsie do roboty! Uniwersalny iTool czeka na skonstruowanie!

* Dla geeków: 20 i 2.0 to nie to samo. Pierwsze oznacza średnicę a drugie modę.