Wróć na stronę główną

Archiwum: styczeń 2007

Informatyk nie potrzebuje Google

07 styczeń 2007, niedziela

Istnieje zasadnicza różnica w tym, jak informatycy a jak “inni ludzie” posługują się wyszukiwarkami internetowymi, której warto się przyjrzeć:

Zwykły człowiek szuka nie dłużej jak 5 minut. Wpisuje zapytanie, przegląda pierwszą stronę z wynikami (z rzadka zagląda na drugą), jak nie znajdzie, czego szukał, próbuje jeszcze dwa-trzy razy zmieniając treść zapytania. Nie znalazł — to znaczy, że nie ma w sieci tego, czego szukał.

Informatyk szuka tak długo, aż znajdzie lub wyczerpie wszystkie możliwości. Najpierw wpisuje podstawowe hasło, które chce znaleźć. Przegląda po 5, a czasami nawet więcej podstron z wynikami. Po przejrzeniu tego, wpisuje kilka różnych form zapytania. Jeśli to nadal nie przyniesie skutku, próbuje (jeśli ma stworzone np. konto Google) wylogować się i zobaczyć, jak by to było, bez personalizacji wyników. Kiedyś też usłyszał, że wyszukiwarki inaczej działają w różnych wersjach językowych — ma więc kolejne kilka opcji na znalezienie tego, czego szuka.

Jak tego zabraknie, próbuje skorzystać z innych wyszukiwarek, czasem nawet bardzo egzotycznych. Poddaje się dopiero, gdy w ciągu 30-40 minut nie znajdzie tego, co mu jest potrzebne do szczęścia.

Jaki z tego wniosek dla obecnego świata wyszukiwarek? No, co najmniej dwa mi sie nasuwają. Po pierwsze: informatycy to zbyt mała grupa docelowa, by się nią jakoś szczególnie przejmować. Na samych informatykach miliardów dolarów się nie zbije. Po drugie: skoro informatyk tak dogłębnie sprawdza wszystkie możliwości, to i tak nie ma znaczenia, czy wyniki, które go zainteresują będą na 5 czy na 25 miejscu w rankingu — dotrze do nich niezależnie od tego.

W chwili obecnej jakość wyszukiwania w czołowych wyszukiwarkach jest na tyle zbliżona, że dla informatyka nie ma większego znaczenia, z czego będzie korzystał. Podobieństwo rezultatów uzyskiwach dzięki Google i Yahoo jest wystarczające, by informatyk nie poczuł różnicy przesiadając się z jednej na drugą (pomijam tu estetyczny i użytecznościowy odbiór interfejsów). Jedyną sensowniejszą pod względem wyników alternatywą, którą znam jest Hakia (sam zaglądam do niej sporadycznie jak naprawdę nie mogę czegoś znaleźć — i, co ciekawe, często z dobrym skutkiem).

Co by zrobił informatyk, gdyby zabrakło nagle wszystkich wyszukiwarek? Pewnie napisałby sobie w domu własny crawler. ;)